Korporacja to nie instytucja charytatywna

Jeśli jesteś pracownikiem korporacji to zakładam, że bardzo się mylę, że dość sporo czasu poświęcasz na myśleniu o tym co zrobić, żeby dostać awans lub podwyżkę. Albo najlepiej jedno i drugie.

Ten artykuł napisałem po to, żeby podzielić się z tobą co może pomóc ci osiągnąć cel. Wszystkie te punkty bazują wyłącznie na moich własnych doświadczeniach i przemyśleniach. Nie daję ci gwarancji, że u ciebie też zadziałają. Niemniej w moim przypadku, bardzo pomogły mi stawać się coraz ważniejszym gryzoniem wśród całego, dość konkurencyjnego peletonu.

Na początek

Na początek, bardzo krótko dlaczego się będę mądrzył na ten temat. W tym roku minie 7 lat odkąd zacząłem pracować w dużej korporacji. W ciągu tego czasu musiałem wypracować sobie jakąś strategię, dzięki której nie dość, że mnie nie wywalą, to z czasem będą płacić mi coraz więcej i pozwolą robić coraz ciekawsze rzeczy. Na razie efekty są zadowalające – na dzień dzisiejszy działam sobie jako menedżer w Londyńskim biurze mojej firmy, nie mając jeszcze trzydziestu lat na karku.

Żeby było jasne – nie uważam siebie za mistrza świata, bo jest bardzo wielu ludzi, którym mogę buty wiązać. Jednak wrzucając te kilka faktów chcę, żebyś sam mógł ocenić, czy czytanie mnie dalej jak produkuje się w jaki sposób ogarnąć się w korporacji ma dla ciebie sens, czy wiesz lepiej ode mnie i tracisz tutaj czas.

Jak sam zobaczysz, moje wnioski nie brzmią zgodnie z (dość negatywną) narracją na temat korporacji, która w naszym kraju jest dość żywa. To będzie o tym jak sobie tam poradzić, a nie co jest złe.

#1

Jedna z pierwszych lekcji jakie dostałem po kilku miesiącach pracy w korporacji to, że jeśli chcesz coś osiągnąć musisz robić więcej niż się od ciebie wymaga, dłużej niż ci się wydaje.

Ego w korporacji, szczególnie takiej, gdzie o miejsce nie jest zbyt łatwo, ma doskonałe warunki do wzrostu. Widziałem wiele przypadków, które nie przepracowały jeszcze kilku lat, a już miały wrażenie, że gdyby pewnego dnia nie pojawiły się w pracy to skutki dla firmy byłyby bardziej dotkliwe niż w przypadku kryzysu finansowego. Takie sztuki popracują trochę ciężej/dłużej przez kilka miesięcy oczekują, że ich zarobki powinny poszybować w okolice zarobków zarządu. Nie bądź jak oni.

Jak mówiłem u mnie ta ważna lekcja przyszła dość szybko. Po bardzo solidnym przepracowaniu kilku pierwszych miesięcy oczekiwałem, że zostanę odpowiednio wynagrodzony. W sumie gdyby nie ja to projekty, na których pracowałem czekałaby zagłada – wiadomo. Wtedy moje ego zostało postawione z powrotem do szeregu. Podwyżka sama w sobie była dość rozsądna – mniej więcej 10% – ale moje oczekiwania były, rzecz jasna, dużo większe. Pierwsze co pomyślałem, to że koniec mojego pełnego zaangażowania się w pracę i inwestowania kupy czasu w tę zabawę. Od tamtego dnia miałem być nikim więcej niż reaktywnym średniakiem – robić nie więcej niż się ode mnie wymaga i iść do domu.

W miarę szybko jednak doszedłem do wniosku, że niezależnie od tego jak w krótkim terminie wyglądają kwestie awansów i podwyżek, jeżeli będę w stanie moją pracą generować jak największą wartość dla firmy to w długim terminie mi się to opłaci. I się nie pomyliłem. Bez przerwy staraj się dodawać jak najwięcej wartości dla firmy i ludzi, z którymi pracujesz.

#2

W korporacjach jest sporo ludzi, którzy mocno skupiają się na autopromocji. Nie twierdzę, że jest to całkowicie złe, bo korporacja to ludzie, a ludzie muszą cię znać jeśli chcesz iść do góry. Niemniej moim zdaniem problem zaczyna się wtedy kiedy ludzie kojarzą cię z twarzy, ale nie są w stanie przyporządkować do ciebie żadnej działki. Innymi słowy – znają cię, ale zielonego pojęcia nie mają czym ty się tak naprawdę zajmujesz. Jeśli to twój przypadek to proponuję więcej robienia, mniej gwiazdorzenia.

Jak już wspomniałem, ludzie muszą cię znać i wiedzieć kim jesteś, ale powinni kojarzyć cię przede wszystkim dlatego, że dobrze robisz swoją robotę. Inaczej kreujesz fasadę, którą bardzo łatwo zburzyć, albo która prędzej czy później i tak sama się rozleci. Widziałem zadziwiająco dużo, dość przykrych upadków na tym polu.

Nawet jeśli uda ci się zrobić coś wyjątkowego, staraj się przesadnie nie gwiazdorzyć. Jakkolwiek nielogicznie to brzmi – odpowiednia dawka pokory w korporacji działa cuda. Będąc pokornym (tylko bez przesady w drugą stronę) nie robisz z siebie wtedy zadufanego kutafona, których ludzie po prostu nie lubią i do których nie mają zaufania. Pokazujesz za to twarz normalnego gościa, z którym warto pracować w przyszłości. Jak większość z was ja wolę pracować i popychać do góry normalnych ludzi. Tak samo mają twoi szefowie – to też ludzie.

#3

Idąc dalej, inteligencja emocjonalna to podstawa życia w korporacji, niejednokrotnie ważniejsza od tej ogólnej. Pracujesz z wieloma ludźmi, gdzie każdy z nich ma swoje ambicje, problemy, zadania, życie prywatne, charakter i tak dalej. Musisz nauczyć się z kim jak rozmawiać, o co można kogo i kiedy poprosić, i tak dalej.

Prosty przykład – masz dwóch szefów i jeden z nich jest konkretny i gburowaty, a drugi gaduła i jajcarz. Wpadanie na ploteczki i żarciki do tego pierwszego i brak jakiejkolwiek wymiany słów z tym drugim, spowodują że ilość chemii między tobą, a każdym z nich będzie, no cóż, jaka będzie. A będziesz tych ludzi potrzebował po swojej stronie, żeby dostać awans czy cokolwiek czego będziesz chciał od firmy.

W skrócie, inteligencja emocjonalna będzie ci potrzebna, żeby ludzie cię po prostu i po ludzku lubili. Nie jest to jedyne ani najważniejsze kryterium, jeśli walczysz o podwyżkę albo awans, ale jeśli ty byś miał awansować jedną z dwóch osób, które w pracują na podobnym poziomie, z tym że jedną lubisz, a drugiej nie to kogo byś wybrał?

#4

Ułatwiaj życie odpowiednim osobom. Pracując w korporacji, z reguły pracujesz dla klientów zewnętrznych i twoją główną rolą jest ułatwianie im życia poprzez robienie tego, o co cię poproszą – i robienie tego dobrze i na czas. Ale, nie możesz ani na chwilę zapomnieć, że to nie są twoi jedyni korporacyjni klienci – masz jeszcze tych wewnątrz i niejednokrotnie o nich będziesz musiał dbać bardziej, niż o tych na zewnątrz. Twoim klientem wewnętrznym jest każdy twój przełożony, dla którego wykonujesz jakieś zadania, czy do którego raportujesz.

Od dłuższego czasu, jednym z moich podstawowych punktów kontrolnych w pracy jest – czy jest coś co mogę zrobić, żeby ułatwić życie ludziom dla których pracuje? – jeśli tak, robię to nie zwracając większej uwagi czy ktoś mnie o to prosił czy nie. Proaktywność to dość rzadka cecha w korporacjach, więc ci którzy ją wykazują mają naturalną przewagę nad całą resztą.

Tutaj jedna szybka uwaga – mam tylko nadzieję, że jeszcze nie zdążyłeś zapomnieć o punkcie pierwszym – to, że zrobisz coś dla kogoś przed czasem czy coś w ten deseń, nie oznacza, że na drugi dzień powinieneś oczekiwać awansu i narożnego gabinetu. Musisz być rozsądny, a ego wrzuć do jakiejś solidnej foremki, żeby ci się nie rozrosło bo do niczego ci się nie przyda. Nigdzie.

#5

Na koniec punkt, który powinien chyba wjechać na miejsce pierwsze, ale wpadł mi do głowy dopiero pod koniec pisania tego artykułu. Ten da ci z miejsca przewagę nad zdecydowaną większością ludzi, jakich spotkasz w korporacjach. Chodzi o to, żebyś przez cały czas używał mózgu.

Jeżeli ktoś daje ci jakieś zadania to zanim zaczniesz, zastanów się przez chwilę po co to robisz, jaki to ma cel, w jaki sposób twoja praca może przynieść największą wartość dla twojego szefa, firmy czy współpracowników. Może tym razem powinieneś zrobić coś inaczej, a może można zrobić coś innego szybciej i lepiej? Jasne, że nie zawsze tak będzie, ale musisz pokazać wszystkim dookoła, że chcesz i potrafisz myśleć i jesteś niezależną jednostką umysłową. Tacy ludzie dostają awanse i kasę.

Większość ludzi naprawdę tego nie robi – przez cały tydzień bezmyślnie wykonują swoje zadania według czyichś instrukcji w oczekiwaniu na piąteczek. Robienie czegoś po najmniejszej linii oporu nigdy nie było, nie jest i nie będzie dobrym pomysłem jeśli chcesz iść do góry.

Zrozum też, że twoi szefowie to mogą być naprawdę łebscy goście, ale nawet oni nie są w stanie myśleć o wszystkim. Musisz zacząć ich w tym wyręczać, a to czasami musi oznaczać, że zakwestionujesz to o co cię proszą albo co mają do powiedzenia. Jeżeli jesteś sensowny to nie mają powodów, żeby cię chociaż nie wysłuchać – ich kasa zależy od tego, jak dobrze radzi sobie firma – dlatego pokaż im, że używasz mózgu w sposób ciągły i robisz to w ich interesie. Wtedy oni powinni zadbać o twój.

Na koniec

Zdaję sobie sprawę, że szara rzeczywistość może wyglądać różnie i mimo tego, że łatwo się to czyta, to z praktycznym zastosowaniem może być trochę gorzej. Wiem też, że każda korporacja wygląda inaczej – różni ludzie, różne przyzwyczajenia i zasady. Niemniej zachęcam cię do przetestowania przynajmniej jednego punktu, który do ciebie najbardziej przemawia. Mam szczerą nadzieję, że ci chociaż trochę pomoże.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*