Branie odpowiedzialności za wszystko co Ci się przytrafia to totalna podstawa jeśli chcesz realnie zarządzać sobą. I przez ten mądry zwrot „realne zarządzanie sobą” mam na myśli, mieć jakikolwiek wpływ na to co się u Ciebie dzieje.

Jak ja to widzę?

Moja filozofia jest taka – wszystkie sukcesy i porażki jakie do tej pory mi się przytrafiły idą w stu procentach na moje konto, bo każde z nich było rezultatem podejmowanych przez mnie decyzji (albo reakcji lub jej braku na różne okoliczności). To gdzie teraz jestem – zawodowo, prywatnie, zdrowotnie i tak dalej – to suma wszystkich tych decyzji. Jeśli coś u mnie nie gra, nie jestem tam gdzie chciałbym być albo nie mam tego co chciałbym mieć – nie patrzę na zewnątrz tylko na siebie.

Gdzie będę za rok, dwa, pięć – wszystko zależy od tego co mam zamiar zrobić dzisiaj, jutro, pojutrze i w kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach. Jeżeli nie będę świadomie podejmował decyzji to płynę z prądem – tak jakbym jechał samochodem do jakiegoś miejsca i co kilka kilometrów sadzał przypadkowo spotkane osoby za kółkiem i sugerował, żeby jechali gdzie im pasuje. W takiej konfiguracji szanse, że dojadę tam gdzie chce są raczej marne.

W teorii wszystko gra, ale w osobiście nie spotkałem zbyt wielu ludzi, którzy są w stanie w taki sposób pojmować rzeczywistość i próbować stosować tę filozofię (chociaż muszę przyznać, że mam też grupę przyjaciół, od których mógłbym się tego uczyć). Inną sprawą jest to, że nie jest to zbyt proste –  w tej konfiguracji nie ma gdzie szukać wymówek i na kogo zrzucać winy, bo to ja jestem za wszystko odpowiedzialny.

I żeby było jasne, moim zdaniem nie jest tak, że biorąc za wszystko odpowiedzialność w jakiś magiczny sposób uniknę tego, że złe rzeczy będą mi się przytrafiały – to nie działa w ten sposób. Jutro może strzelić mnie samochód bo jakiś kretyn nie ogarnie świateł na skrzyżowaniu albo zostać zwolniony z byle jakiego powodu,  i tak dalej. Takie rzeczy się zdarzają ale mam pełną paletę wyboru, jeśli chodzi o to w jaki sposób na to wszystko zareaguję.

Możesz zrzucać winę na resztę planety użalając się nad sobą i stać w miejscu. Możesz też wziąć sprawy w swoje ręce i coś z tym zrobić. Zobacz ile jest dookoła Ciebie ludzi, których życie nie traktowało ulgowo – nie mają ręki czy nogi albo dostali kopa od życia w inny sposób, a żyją tak, że aż mi głupio nawet pomyśleć, że mi kiedykolwiek było ciężko z moimi problemami.

Skąd to się bierze?

Wydaje m się, że to wszystko wynika z natury człowieka – ciągle szukamy szybkiej gratyfikacji przez co jesteśmy strasznie egocentryczni. Z tego powodu jeżeli przytrafia się nam coś nieciekawego to najprostszą reakcją jest znalezienie wytłumaczenia albo wymówki, bo to pozwala nam szybko poczuć się lepiej.

Problem polega na tym, że to lepsze samopoczucie, że udało mi się znaleźć wymówkę albo zdjąć z siebie odpowiedzialność w dłuższej perspektywie nie zagra – w ten sposób oszukujemy samych siebie i na pewno nie rozwiązujemy natury problemu. Takie podejście jest też grą na krótki termin i nie przynosi żadnych rezultatów – jeżeli cały czas tłumaczę sobie, że nie mam na coś czasu i jest to moje usprawiedliwienie, żeby np. nie pisać tego artykułu, to szanse są dość spore, że tego nie zrobię. W dłuższej perspektywie na pewno nie będę z siebie zadowolony i nawet jeśli będę sobie wmawiał, że nie miałem czasu to wiele to nie zmieni bo artykułu jak nie było tak nie będzie. Jeżeli natomiast uświadomię sobie, że to czy mam czy nie mam czasu, zależy tylko i wyłącznie ode mnie to zrobiłem pierwszy krok, żeby ten artykuł powstał.

Co poradzić?

Jak już wspominałem, nauczenie się tego podejścia nie jest proste i bardzo nakłamię, jeśli stwierdzę, że mam to pięknie opanowane. Tak czy inaczej, poniżej wrzucam kilka punktów, według których staram się działać:

#1 Regularnie biorę na warsztat sytuację, kiedy starałem się wymigać od odpowiedzialności – Jeśli zdarzyło mi się zrzucić na kogoś (lub na cokolwiek) odpowiedzialność za coś albo znaleźć jakąś sprytną wymówkę to rozbieram to na części pierwsze czy przypadkiem nie stało się to przeze mnie i miałem na to wpływ albo czy nie mogę czegoś zrobić, żeby to zmienić jeżeli sprawa cały czas się ciągnie. Częstym przykładem, kiedy w pierwszej chwili winię kogoś, a potem dochodzę do wniosku, że ja zawaliłem jest sytuacja, kiedy ktoś w pracy robi coś dla mnie i nie jest to zrobione w taki sposób i w takim czasie jak bym tego oczekiwał. Niestety w większości przypadków okazuje się, że ludzie nie czytają w myślach i nie są klonami mnie, więc jeśli wymagam od innych czegoś konkretnego to dobrze byłoby, żebym bardzo konkretnie im to przekazał.

Tutaj chyba ważny punkt – oczywiście nie jest zawsze tak, że jestem winny wszystkich takich sytuacji, natomiast zawsze jestem odpowiedzialny za rezultat – wracając do mojego przykładu, jeżeli okaże się, że wszystko dobrze tłumaczę i tak dalej, a osoba która dla mnie pracuje nie chcę poprawić jakości swojej pracy, to wtedy ja odpowiadam za to, żeby albo w jakiś sposób nakierować tę osobę na odpowiednie tory albo odciąć ją od moich projektów.

#2 Na bieżąco staram się kierować soczewki w swoją stronę – Ciąg dalszy powyższego punktu. Łatwiej jest analizować pewne sytuacje po fakcie i dochodzić do sensownych wniosków. Dużo trudniej jest na bieżąco reagować i podejmować odpowiednie decyzje. Jednak staram się utrzymywać trochę takiej świadomości i jeśli tylko dochodzi do sytuacji, w której mój automat podpowiada mi, że trzeba zacząć szybko szukać wymówki albo zepchnąć odpowiedzialność na kogoś innego, staram się robić manualny zwrot i od razu proaktywnie reagować w odpowiedni sposób, biorąc za daną sytuację pełną odpowiedzialność.

#3 Unikam osób, które w ten sposób się zachowują – Staram się nie przebywać w otoczeniu osób, które lubią sobie ponarzekać albo winę widzą wszędzie tylko nie u siebie. Jest trochę prawdy w tym, że przejmujesz zachowania od osób, z którymi często przebywasz. Jeżeli już wpadnę w taki krąg to staram się nie ciągnąć rozmowy, zmieniać temat, odcinać się od dyskusji – w ten sposób nie dorzucam do ognia i daję sygnał, że kontynuowanie tematu mało mnie interesuje. Aha, i unikam polityków, w szczególności nasze rodzime gwiazdy, które w jakiś niespotykany sposób, zdołali osiągnąć szczyty w zrzucaniu odpowiedzialności na innych.

Podsumowując, temat nie jest łatwy ale dzięki niemu życie staje się dużo prostsze, nawet jeśli tak nie wygląda na pierwszy rzut oka. Przyjmując założenie, że wszystko zależy ode mnie i odpowiadam za to co mi się przytrafia mam pełną kontrolę nad tym w jakim kierunku jadę każdego dnia i ta koncepcja mi bardzo odpowiada.

 

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*