Mam wrażenie, że bardzo często odkładam życie na później. Cały czas wydaje mi się, że jakaś wizja tego jak ma wyglądać moje życie jest umieszczona gdzieś w przyszłości, ale tak jakby nie na mojej osi czasu, tylko gdzieś obok.

W mojej głowie zakładam, że któregoś dnia obudzę się i ta wizja zwyczajnie się zmaterializuje ale nie do końca jestem pewien w jaki sposób miałoby się to wydarzyć. Zupełnie pomijam fakt, że nasze całe życie, jak wszystko inne we wszechświecie, składa się z mniejszych elementów, które składają się na pewną całość. W tym konkretnym przypadku, te mniejsze elementy, to poszczególne tygodnie, dni, godziny, itp.

To jest ten poziom szczegółowości, gdzie mam jakąś możliwość wyboru co robię, czego doświadczam. I z każdym takim wyborem dorzucam kamyczek do określonej kupki. W lewo, albo w prawo. Na jedną kupkę, albo na drugą. Brak wyboru czegoś konkretnego, to też jest jakiś wybór.

Czyli, że co konkretnie?

Ano jakieś proste przykłady. Zakładam, że będę ponadprzeciętnie sprawnym x-latkiem. Jak się nad tym zastanawiam, to nie do końca rozumiem logikę tego założenia, skoro na ćwiczenia dziennie nie poświęcam więcej niż 30 minut dziennie, a ostatnio nawet niespecjalnie biegam. Zawsze odkładam to na jutro, albo na następnym razem. Ten jutrzejszy trening jest zawsze bardziej przekonywujący od tego dzisiejszego, a wizja mojej kondycji w przyszłości pozwala spokojnie zasiąść w fotelu.

Tak samo zakładam, że ten mój blogowy eksperyment jakoś się tam rozwinie w przyszłości. W ciągu ostatnich kilku miesięcy poświęcałem na niego średnio zero minut dziennie, więc faktycznie ta wizja ma solidne fundamenty i tego się trzymajmy 

Logicznie rzecz biorąc problem jest jasny, niemniej logika nie zawsze idzie w parze z kreowaniem i trzymaniem się długoterminowych wizji.

A skąd mamy wiedzieć, że nasze cele mają sens?

Kolejną istotną sprawą jest to, czy ja naprawdę chcę, żeby moje życie było dokładnie takie jak sobie wyobrażam? 

Idźmy dalej z tym blogiem. 

Żeby stworzyć i utrzymać jakiegoś sensownego bloga, trzeba pisać dużo artykułów. Pisanie powinno być codziennością. Wizja posiadania takiego ciekawego miejsca w internecie może i jest satysfakcjonująca, ale z perspektywy mojego codziennego życia oznaczałoby, że każdego dnia coś piszę. Pytanie brzmi więc, czy w moim idealnym życiu mam czas i chęć na pisanie codziennie? Czy sprawia mi to przyjemność albo satysfakcję?

Jeśli tak to spoko, ale jeśli nie, to wizja posiadania takiego bloga nie ma żadnego sensu, jakkolwiek atrakcyjnie nie prezentowałaby się w mojej głowie.

Wielu z nas pewnie myśli o tym, żeby mieć dużo kasy. Co do zasady, dużo kasy oznacza dużo pracy i odpowiedzialności. Czy dużo zer na koncie warte jest tego, żeby mieć mało czasu i dużo stresu? Zbyt często chyba zwracamy uwagę na migawki, które powodują te wszystkie pozytywne emocje, nie zwracając uwagi ile będziemy musieli oddawać w zamian każdego dnia. Bo jeśli mamy osiągnąć jakiś cel, albo zrealizować jakąś wizję to z reguły w jakiś sposób pracując nad tym codziennie.

Czy spędzanie dni robiąc rzeczy, który są nieodłącznie związane z moimi celami, jest czymś co chcę robić?

To jest trudne pytanie.

Żeby odpowiedzieć sobie na to co ja tak naprawdę chciałbym robić codziennie, warto obejrzeć się za siebie i zastanowić, jakie dni sprawiały mi satysfakcję? Co wtedy robiłem? Ile czasu spędziłem na tym, a ile na tamtym? Jakiego typu czynności generują pozytywne odczucia, a które z perspektywy dnia dzisiejszego uważam za stratę czasu. I jak już mniej więcej wiemy, to sprawa nie jest skomplikowana, ale za to bardzo trudna.

Wystarczy starać się powtarzać te dni, próbować nowych rzeczy, wyławiać te które poprawiają nasze codziennie życie in plus i robić ich więcej. Suma summarum, im więcej satysfakcjonujących dni, tym bardziej satysfakcjonujące życie.

Pofilozofuje na koniec

I paradoksalnie może okazać się, że nie potrzeba nam zdobywania szczytów, góry pieniędzy, statusu i nowych gadżetów, na które z perspektywy czasu w ogóle nie zwracamy uwagi. Być może spotkania ze znajomymi i rozwijanie tych relacji nie raz na dwa tygodnie, ale raz na dwa dni, powodują, że będziesz bardziej zadowolony z życia?

Być może to właśnie hobby, na które nigdy nie masz czasu robi różnicę i warto poświęcić trochę czasu z innej kategorii, np. pracować mniej, imprezować mniej, po to żeby mieć więcej dni na rzeczy ważne i nie odkładać tych dni na kiedy indziej, bo kiedy indziej to jest trochę jak z tą moją wizją – leży gdzieś zupełnie na innej osi.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*