Pewnego wieczora Pan Janusz poczuł przytłaczające duszności i mocne kłucie w klatce piersiowej. W przeszłości takie historie już mu się zdarzały, ale Doktor Kowalski, z którym Pan Janusz przez ostatnie kilka lata wielokrotnie to konsultował był zbyt zajęty innymi rzeczami, aby zbadać źródło problemu. Pan Janusz powątpiewał czy to oby na pewno wyjdzie mu na zdrowie, lecz z drugiej strony starał się zrozumieć Kowalskiego.

Jakiś czas temu, na fali rosnącego niezadowolenia z poprzedniego Ordynatora oddziału ratunkowego, Dyrekcja szpitala teraz jemu powierzyła tę funkcję. Nasz bohater zdawał sobie sprawę, że Doktor Kowalski w chwili obecnej, to jest odkąd został Ordynatorem, aż do kolejnego konkursu musi skupić się na utrzymaniu swojej posady i nie ma za bardzo czasu ani chęci żeby zajmować się pacjentami – do tego jeszcze chorymi.

Tym razem jednak coś było na rzeczy. Po kilku nieudanych telefonach do szpitala, Pan Janusz wsiadł w taksówkę i ruszył w kierunku oddziału ratunkowego na własną rękę. Pani w szpitalnej rejestracji powitała Pana Janusza standardową, niezadowoloną miną. Przez dłuższą chwilę starała się go przekonywać, że nic mu nie jest, ale zaklinanie rzeczywistości na nic się zdało w momencie kiedy Pan Janusz stracił przytomność i osunął się na podłogę. Pani Rejestratorka jeszcze przez chwilę przekonywala siebie na głos, że nic się nie dzieje, ale koniec końców lekko spanikowana pobiegła po pomoc.

Doktor Kowalski zajęty był przygotowywaniem prezentacji dla Dyrekcji. Głównym punktem tego materiału miała być promocja kolejnego wielkiego sukcesu Ordynatora. W tym przypadku chodziło o spadek liczby zgonów na oddziale ratunkowym. Doktor Kowalski zdołał poprawić ten wskaźnik, przede wszystim, dzięki rozwożeniu pacjentów w stanie krytycznym do innych placówek lub wypisywaniu ich, przekonując jednocześnie, że wszystko jest w porządku. Pomimo tego, że część personelu wielokrotnie poruszało tę dość wątpliwą kwestię, Doktor Kowalski skutecznie uciszał większość z nich stosując odpowiednie gratyfikacje lub kary finansowe. Mimo wszystko, część z tych informacji docierała do Dyrekcji, chociaż ta z jakiegoś powodu w większości była bardziej przekonana do informacji, które przekazywał im Kowalski.

Bo jak można nie wierzyć statystykom, które w sposób jednoznaczny pokazują, że oddział ratunkowy wreszcie dumnie otrzepuje się z wieloletnich zaniedbań poprzedników i z nadzieją patrzy w przyszłość. Fakt, że na szpital regularnie spada fala krytyki z zewnątrz za styl zarządzania, spadek liczby pacjentów i niezadowolenie kadry, nie miał dla większej części Dyrekcji, a tym bardziej dla Doktora Kowalskiego, większego znaczenia. Z jakiegoś powodu wszyscy zdawali się myśleć, że głównym wyzwaniem szpitala nie są chorzy pacjenci, lecz niewidzialny przeciwnik, który jątrzy i knuje, dążąc do zamknięcia placówki. 

Doktor Kowalski początkowo nie chciał zajmować się Panem Januszem licząc, żę problem sam się rozwiąże. Musiał jednak szybko zmienić strategię, bo część pracowników oddziału zdążyła już poinformować Dyrekcję, która zaczęła się sprawie przyglądać. Po wstępnych badaniach okazało się, że Pan Janusz ma poważną chorobę serca i należałoby ten problem rozwiązać kompleksowo. Tego Pan Janusz już dawno się domyślał, niemniej jednak przez lata kiedy odwiedzał różnych Ordynatorów, Ci woleli raczej szybkie metody, które nie rozwiązywały problemu, ale za to odsyłały go do domu tego samego dnia. 

Doktor Kowalski z przekonaniem graniczącym z pewnością i ku satysfakcji dużej części Dyrekcji zakomunikował, że choroba Pana Janusza to efekt poważnych i długotrwałych zaniedbań poprzedniego Ordynatora, po czym wręczył swojemu pacjentowi szczotkę do kibla, a odsyłając go ponownie do domu nie omieszkał dodać z dumą, że zrobił dla niego więcej niż jego poprzednicy. 

Następnego dnia większa część Dyrekcji z zadowoleniem przysłuchiwała się prezentacji Kowalskiego. Lubili te prezentacje – one pomagały im pozostawać w stanie samozadowolenia i przekonania o swojej własnej racji. Niespecjalnie zaś byli zainteresowani próbą dojścia do obiektywnej prawdy, bo zawsze istniało ryzyko, że nie ta nie pokryje się z ich punktem widzenia. Ta arogancja nie pozwoliła im dostrzec zbyt wiele poza tym, czym karmił ich ze swoich slajdów Doktor Kowalski. 

Przede wszystim nie widzieli tego, co powinno być najważniejsze – że Pan Janusz wciąż jest chory, a wszyscy od lat mają go gdzieś.

To nie jest wpis o polskiej służbie zdrowia, a wszelkie analogie nie są przypadkowe.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*