Paliłem prawie 10 lat, dzisiaj nie palę. Coś co kiedyś wydawało mi się niewykonalne, jakoś się wykonało. Jeśli zamierzasz rzucić palenie albo zastanawiasz się co z tym zrobić, rzuć okiem na moją historię. Masz tutaj konkretne case study na żywym organizmie zakończone sukcesem.

Na początek, tak żebyście przypadkiem nie pomyśleli sobie, że to historia kogoś, kto ma wyjątkowo silną wolę i rzuca sobie co mu się nie podoba bez większego wysiłku. Patrzę w moją osobistą kartotekę i nie widzę takich przypadków. Jedziemy dalej.

Moje początki z papierosami były pewnie dość standardowe. Liceum, pierwsze nieśmiałe próby zapalenia z rówieśnikami, efekt nowości, zakazany owoc, parę imprez z papierosem w ustach i tak stałem się palaczem. Szybko poszło.

Minęło liceum, przeleciały studia, w międzyczasie zaczęła się praca. Ja cały czas paliłem. Regularnie, paczkę dziennie – czasami mniej, czasami więcej, ale raczej sporo.

Nie przeszkadzało mi to ani trochę. Wręcz przeciwnie.

Palenie ma swoje plusy …

Tu będzie trochę kontrowersji – palenie to całkiem fajna sprawa. Raz na jakiś czas masz możliwość pobyć przez chwilę ze samym sobą, nikt cię nie goni, możesz przez te kilka minut na spokojnie pomyśleć o czym chcesz. Właśnie na papierosie odbywały się moje główne procesy myślowe jeśli chodzi, na przykład, o kwestie zawodowe. Jeśli trzeba było się nad czymś zastanowić, coś przemyśleć albo rozwiązać, pierwsze kroki kierowałem do windy i na dół.

I ten papieros powodował, że to stanie samemu i patrzenie się przed siebie było zupełnie normalne. Tak sobie myślę – jakbym zobaczył kogoś, kto przez kilka minut stoi w miejscu i nic nie robi to zacząłbym się zastanawiać czy wszystko jest wporządku. Ale właśnie ten papieros pomiędzy palcami to był taki walidator do stania i myślenia. Walidator z timerem, bo papieros stał się też moją jednostką czasu.

To takie benefity w opcji na jednego playera. W kilku playerów, papieros bardzo pomagał rozwijać relacje z innymi palaczami. Regularnie, konsekwentnie, przy każdym kolejnym papierosie, osobę z którą chodziłem palić poznawałem coraz lepiej. Czasami dołączały nowe osoby, które miałem okazję poznać, których pewnie nie poznałbym w ogóle, albo nie tak dobrze, gdyby nie to małe gówienko. Sporo relacji, które rozwinęły się przez papierosa bardzo mi się w życiu przydały.

… ale generalnie jest do dupy

No ale nie spotykamy się dzisiaj tutaj, żebym was przekonywał jakie to fajne. Jeśli palicie to doskonale to wiecie. Wiecie też, że papierosy są mega szkodliwe dla zdrowia i z tym specjalnie nie ma dyskusji. Nawet jeśli nic ci nie dolega, to chcąc nie chcąc wdychasz kilogramy takiego syfu, że szkoda gadać. 

Dlatego po jakimś czasie z moim paleniem to trochę było tak, że jednocześnie chciałem rzucić i jednocześnie palić dalej. Wiedziałem, że długoterminowo to lipa, ale z punktu widzenia poszczególnych dni, nie byłem w stanie zobaczyć tego długiego terminu.

Gdzieś w międzyczasie podjąłem dwie nieudane próby rzucania palenia – jedna bazująca na silnej woli, a druga bazująca na silnej woli w kombinacji z książką. Obie nieudane. Chociaż książkę polecam – Allen Carr, “Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie”. Zakładam, że połowie jeszcze niezbyt wkręconych palaczy albo tych z silniejszą siłą woli może nawet pomóc. Jeśli szukasz jakiegokolwiek punktu zaczepienia to zacznij od tej książki, serio.

Przed skuteczną próbą były jeszcze odcinki pod tytułem, ograniczam palenie albo palę tylko w weekendy, ale jak z resztą pewnie doskonale wiecie – to jest temat zerojedynkowy. Palisz albo nie palisz.

Przełom nastąpił po tym jak wyjechałem do Londynu. Tam w zasadzie poza jakimiś pojedynczymi buszkami łapanymi przypadkiem i w przelocie, przestałem palić. Zanim dojdę do tego w jaki sposób to się przydarzyło, krótki wstęp teoretyczny.

Dlaczego tak ciężko odstawić papierosy?

Moja teoria jest taka, że problem z papierosami wynika z dwóch niesprzyjających okoliczności.

Po pierwsze, nikotyna jest narkotykiem, który uzależnia bardzo szybko i równie szybko daje o sobie znak jej braku (jednocześnie jest to narkotyk lżejszy, czyli jest szansa, że nie zaczniesz napadać na sklepy spożywcze, bo ci fajek zabrakło – ale to taka dygresja, jeśli chciałbyś na przykład nie przestawać palić).

Przez tę jej szybkość statystyczny palacz zażywa nikotynę częściej, niż statystyczny zwolennik heroiny czy kokainy. Czyli palimy często wciągając małe dawki i właśnie przez tę powtarzalność w różnych okolicznościach czasu i miejsca budujemy nawyk palenia. Nawyk, który jest pojęciem czysto psychologicznym. I to jest po drugie.

Taka trochę pętla. Kiedy znajdujesz się w okolicznościach, w których zazwyczaj coś robisz, to zakodowany nawyk ci o tym przypomni, tym samym umacniając samego siebie. A im więcej natychmiastowej gratyfikacji związanej z tą czynnością, tym łatwiej taki nawyk rozwinąć. To dlatego tracimy masę czasu na pierdołach i wpadamy w nałogi takie jak papierosy, a tak ciężko ruszyć nam dupsko na siłownię albo zacząć robić cokolwiek innego, co może przynieść nam korzyść szybciej niż natychmiast.

Jeśli zacząłeś popalać przy piwku czy przy kawce, to po jakimś czasie każdy kolejny łyk tych trunków będzie przypominał ci o papierosie. Nawet jeśli nie palisz, lub akurat nie możesz zapalić. Te wszystkie momenty i miejsca, w których zazwyczaj palisz – to wszystko staje się wskazówkami, które podpowiadają twojej mózgownicy, że przyszedł czas na fajeczka. I wtedy odpalasz, koło się zamyka, nawyk się umacnia.

Skąd te wnioski?

Będąc już w Londynie, pewnego dnia musiałem się pojawić w moim biurze w Warszawie. Zupełnie przypadkiem jechałem do biura ze stacji metra, obok której mieszkałem – czyli w zasadzie skopiowałem moją typową podróży do pracy z przeszłości. W pewnym momencie pomyślałem, że zaraz dojadę do biura i sobie zapalę.

Eee? Zreflektowałem się po sekundzie, że przecież ja już nie palę, ale przysięgam, że przez chwilę byłem przekonany, że zaraz odpalę papierosa i poczuję tę ulgę przy pierwszym zaciągnięciu. Wysiadając z metra przechodziłem obok miejsca, gdzie zazwyczaj wychodziłem zapalić i autentycznie czułem, że gdzieś w mojej głowie funkcjonują jeszcze łącza, którą wiążą te miejsca czy sytuacje z paleniem.

Minęło sporo czasu odkąd zapaliłem ostatniego papierosa, więc na pewno nie było w tym nic z uzależnienia od nikotyny. Nawyk palenia w określonych miejscach i w określonym czasie, który z czasem zbudowałem był tak silny, że przywołanie tych wszystkich wskazówek, spowodowało automatyczną reakcję mojego umysłu.

Wtedy zacząłem się zastanawiać w jaki sposób w zasadzie udało mi się rzucić palenie. Doszedłem do ciekawego wniosku – przede wszystkim miałem szczęście.

Akurat byłem na takim etapie, że ciągle myślałem o tym żeby rzucić i faktycznie chciałem to zrobić – czyli istniał jakiś tam element woli. Żona ciągle ścigała mnie za palenie – to też nie pomagało. Ale kluczowe było to, że to wszystko zbiegło się w czasie ze zmianą większości mojego dotychczasowego życia – właśnie wtedy zaczynałem swój kilkuletni pobyt w Londynie.

Nowa praca, nowe mieszkanie, nowi ludzie z którymi widzę się na codzień. Nagle pojawiłem się w otoczeniu, gdzie oprócz nałogu wynikającego z nikotyny – którego akurat wtedy z różnych powodów było relatywnie mniej, bo mniej paliłem – nie miałem dookoła siebie żadnych wskazówek, które miałyby zasugerować i przypomnieć mojej podświadomości, że trzeba zapalić.

Oczywiście zdarzały się sytuacje, kiedy po piwku (lub kilku, nieważne) widziałem, że ktoś idzie zapalić i miałem parę razy ochotę dołączyć, ale tych punktów zapalnych było zdecydowanie mniej. W takich sytuacjach udawało mi się nie palić dzięki resztkom woli wzmocnionej faktem, że papierosy w Londynie kosztują około 50 złotych za paczkę.

Ale to nie wszystko!

Oprócz tego, że pozbyłem się kilku kluczowych włączników nawyku palenia, dorzuciłem i zakorzeniłem nawyk, który stał trochę w przeciwieństwie do palenia.

Zacząłem biegać.

I to tak całkiem serio – miałem rozpisany plan biegania, regularnie biłem życiówki na dystansach i byłem w stanie biegać dalej i szybciej. Nie chciałem tego marnować, a doskonale wiedziałem jakie to uczucie, kiedy wracasz do palenia wyobrażając sobie, że ten papieros będzie smakował wyśmienicie, a jak już skończysz to czujesz się jakbyś sprzedał swoją rodzinę.

Teraz dorzuciłem dużo więcej tego wszystkiego na zdrowie, więc powrót do palenia nie wchodzi w grę.

No dobra, jakie wnioski?

#Raz. Zaobserwuj gdzie są kluczowe włączniki twojego nawyku palenia. Jak już je masz, przygotuj plan, żeby wyeliminować te główne, większość albo wszystkie – na tyle, na ile jesteś w stanie. Jeśli problemem jest palące towarzystwo, może przez jakiś czas odpuść wspólne spotkania albo poproś ich, żeby niszczyli twoje wszystkie papierosy, które przy tobie znajdą (wszystkie chwyty dozwolone, a cokolwiek zacznie działać tego się chwytaj). Zacznij pić herbatę zamiast kawy, znajdź inny rytuał na przerwy w pracy – spróbuj metodą prób i błędów znaleźć rzeczy, które będą dla ciebie zamiennikami.

#Dwa. Zacznij budować nowe nawyki. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, najlepiej takie, które zupełnie nie będą pasowały do palenia. Postaw sobie cele, w których papieros będzie wyłącznie przeszkodą. Zapisz się na jakiś bieg w terminie kilku miesięcy i zacznij trenować. Zdecyduj się, że w przeciągu kilku miesięcy wybielisz sobie zęby korzystając wyłącznie ze szczoteczki i pasty. Nie wiem, wymyśl coś, co będzie dla ciebie działać.

#Trzy. Za każdym razem, kiedy wypalisz papierosa pomimo różnych zmian jakie zaczniesz wprowadzać będziesz totalnie podkurwiony, ale przyj dalej. Przed zapaleniem kolejnego będziesz pamiętał, jak patetycznie czułeś się po ostatnim. Dopóki będziesz trzymał ramę w swoich postanowieniach, niwelował to co kojarzy ci się z fajkami i budował nowe nawyki, które zniechęcą cię do palenia, jest jakaś szansa, że skończysz z tym gównem.

Powodzenia

Paliłem jakieś 10 lat i u mnie coś takiego (zupełnie przypadkowo i ze sporą dawką szczęścia, jak się okazuje) zdało egzamin. I to pomimo tego, że moje pierwsze próby rozstania z popielniczką były dość żałosne. Doskonale wiem, że jest to super ciężkie i sama perspektywa rzucenia palenia wydaje się jakby ktoś miałby odebrać ci coś ważnego w życiu. Ale da się to zrobić czego sam jestem przykładem i jeśli zależy ci na zdrowiu, zdrowiu twoich bliskich i paru innych rzeczach, które fajki ci po prostu odbierają- to na pewno nie będziesz żałował tej decyzji.

 

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*