Jestem ciekawy co myślisz, kiedy widzisz tak zwanych ludzi sukcesu. Ludzi, których życie wygląda jak dobrze naoliwiona maszyna. Ludzi, którzy dojechali do wysokich stanowisk, rozwinęli z sukcesem własne biznesy, mają na koncie jakieś wybitne osiągnięcia albo więcej pieniędzy niż są w stanie wydać.

Ja, na przykład, często żałuję, że nie jestem tacy jak oni, że nie mam ich umiejętności, inteligencji, sprytu, pewności siebie, (portfela), i tak dalej. Bardzo często jednak w takim myśleniu, chyba zakładam złe okulary, które nie pozwalają mi dostrzec całości, która może być bardzo przydatna żeby zredefiniować w jaki sposób myślę o innych, a przede wszystkim w jaki sposób myślę o sobie.

Wierzchołek góry lodowej

Ktoś, kto naszym zdaniem osiągnął w naszym rozumieniu sukces, jest już w dużym stopniu gotowym produktem. Nie urodził się z całą wiedzą, pewnością siebie, pomysłem na biznes i wykupionym miejscem na piątej stronie Forbesa. Był w większości przypadków takim samym dzieckiem i nastolatkiem jak my wszyscy – czymś tam się interesował, coś tam lubił, czegoś innego nie robił.

Jego czy jej obecna pozycja czy osiągnięcia są najczęściej efektem wielu lat ciężkiej pracy, wyrzeczeń, stresu, podejmowania ryzyk i bardzo trudnych decyzji. Być może ten sukces (według naszej definicji) został okupiony brakiem sukcesów czy wręcz negatywnymi konsekwencjami na innych polach, na które akurat nie zwracamy uwagi.

Ten cały sukces, czyli to co widać, to tylko wierzchołek góry lodowej, który wystaje ponad taflę wody. Cała reszta jest niewidoczna i co do zasady wygląda dużo mniej zachęcająco niż to co widać.

A nie ma góry lodowej, która ma tylko wierzchołek i nic pod sobą.

To też są ludzie

Mają takie same bolączki jak my wszyscy i nie są w żaden sposób nadludźmi – mają słabości, pokusy, lepsze i gorsze dni, takie same mózgi, najczęściej dwie ręce, jedną głowę i również taką samą ilość odbytów. I też muszą raz na jakiś czas się wysrać (tak jak my wszyscy) i potem (najczęściej samodzielnie, tak jak my wszyscy) podetrzeć sobie tyłek. Czy patrząc z tej perspektywy naprawdę dostrzegasz jakieś różnice?

Jakby na nich nie patrzeć – są tylko ludźmi. Co więcej ludźmi, którzy nie są wcale mądrzejsi czy bardziej uzdolnieni niż my. Takiego samego zdania był Steve Jobs, który kiedyś powiedział coś takiego:

„(…) Everything around you that you call life was made up by people that were no smarter than you. And you can change it, you can influence it (…)”

„(…) Wszystko, dookoła Was to co nazywacie życiem, zostało wymyślone przez ludzi, którzy wcale nie byli mądrzejsi od Was. I możecie to zmienić, możecie mieć na to wpływ (…) ”

Wszystko albo nic

Ty widzisz sukces i furę pieniędzy, nie masz pojęcia natomiast ile problemów, stresu, czy nieprzyjemności ten ktoś ma na co dzień. Albo ile wysiłku musi włożyć w to, żeby ten status utrzymać.

Jasne, że fajnie mieć miliony na koncie, niemniej zastanów się czy chciałbyś się z nim zamienić nie tylko na ilość pieniędzy, wygląd czy status społeczny, ale na całe życie. Bierzesz wszystko albo nic, bez opcji pośrednich.

Żeby uzmysłowić sobie w czym jest rzecz, weźmy do pomocy Instagram. Chyba każdy z nas ma znajomych, których profil zdjęciowy sugeruje, że ich życie w większości to podróżowanie, balowanie, fajne restauracje i wielka miłość. Że nie ma tam szarych poranków, zwykłych jajecznic na kiełbasie, śmierdzących bąków czy darcia mordy na siebie.

W takich przypadkach dobrze wiesz jak odmienne jest prawdziwe życie od tego co widać na zdjęciach. Dlaczego więc oglądając tych sławnych czy bogatych zakładasz, że jest zupełnie inaczej. Najczęściej nie jest.

I właśnie patrząc na tych sławnych czy bogatych nie możesz myśleć, że chciałbyś mieć tylko ten jeden wycinek z całości. No nie, tak to nie działa. Nie możesz sobie wybrać, na przykład, posiadania biznesów i bycia wizjonerem jak Elon Musk, jednocześnie zostawiając sobie opcje piwka z ziomkami dwa razy w tygodniu i wolnych weekendów. To jest dostępne tylko w zestawie z zaryzykowaniem całego dorobku życia na samym początku, a potem średnio co kwartał, zapieprzania non-stop na pełnych obrotach i braku życia rodzinnego.

Wszystko albo nic.

Patrząc z tej perspektywy, myślę, że w bardzo wielu przypadkach, poważnie zastanowiłbyś się czy w ogóle warto albo czy biorąc pod uwagę twoje osobiste preferencje, chciałbyś się zamienić z kimś kto jest twoim autorytetem czy wzorem.

Zawsze jest ktoś

Zawsze jest ktoś kto ma od kogoś więcej, lepiej, fajniej, i tak dalej. Zawsze stawiamy kogoś za wzór dla siebie, ale też zawsze dla kogoś my też jesteśmy wzorem. Ktoś zawsze nam czegoś zazdrości i każdy z nas zazdrości czegoś komuś.

Nawet ten, który jest dzisiaj najbogatszy na świecie zazdrości ludziom, którzy może są w stanie widzieć się ze swoją rodziną kilka razy w tygodniu. A ten od rodziny patrzy na tego bogatego i wyobraża jak byłoby fajnie, gdyby miał chociaż setną część jego kasiorki. Tylko takich miksów najczęściej nie ma – nikt nie ma wszystkiego i ty też chcąć osiągnąć jedno, będziesz musiał prawdopodobnie odpuścić gdzieś indziej. Albo na przykład iść na pewne kompromisy. Ty decydujesz jak układasz sobie swoje życie i jakie masz priorytety.

Ktoś gdzieś kiedyś powiedział, że możesz osiągnąć wszystko co tylko sobie zaplanujesz. Ale ale nie wszystko naraz.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*