Postanowienia noworoczne to taka ściema, że niby wszyscy o tym wiedzą, ale i tak każdy się na to nabiera. Na początku wielkie plany, a w okolicach lutego już wiadomo, że coś poszło nie takW tym roku jednak zaskoczyłem samego siebie. Prowadzę dziennik.

Chociaż dziennik brzmi trochę dziwnie – pierwszy raz podejmuję po polsku próbę nazwania tego co robię. Generalnie, staram się pisać podsumowanie i/lub przemyślenia z każdego swojego dnia. Niby nie brzmi jak fajerwerki, ale to była jedna z lepszych decyzji w tym roku. 

Początki

Nie pamiętam nawet od czego się to zaczęło, ale postanowiłem, że skrobnę co nieco na ten temat, bo jest to wybitnie użyteczne coś, a wcale nie zajmuje dużo czasu.

Pierwszy wpis mam z 4 stycznia 2019. Ten był dość skromnym podsumowaniem tego co się w ciągu dnia zadziało. Ledwo 112 słów, czyli nie powala detalami, ale jeszcze nie wiedziałem, że ja się dopiero rozpędzam. Kolejnego dnia miałem już 81 słów. A nie czekaj …

Tak czy inaczej, dłużej lub krócej, ale jakoś udawało mi się z tym spinać. Czasami musiałem nadrabiać dwa tygodnie na raz, ale się nie poddawałem.

A dzisiaj? 

Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. Mam w miarę wypracowany nawyk pisania tego dziennika, to co piszę jest dużo bardziej przydatne, niż początkowe zapiski, a do tego mam jakiś tam proces przeglądania tego, co nawypisywałem.

Na dzień dzisiejszy cała zabawa wygląda tak:

Każdego dnia, rano, piszę o poprzednim dniu. Patrząc na mój kalendarz (osobisty i zawodowy) wiem mniej więcej co się działo, a do tego zdarza się, że w momencie siadania do pisania mam już zapisane randomowe notatki z poprzedniego dnia.

Co piszę? Mniej więcej co i kiedy się w ciągu dnia działo i moje przemyślenia na tego dnia. Czy go przepierdziałem na bezsensownych rzeczach, czy też zrobiłem coś ciekawego. Co działa, co nie działa jeśli chodzi o moje życie prywatne, zawodowe. Jak spędzam czas. Czy mam jakieś wnioski w związku z różnymi wydarzeniami, może jakieś ciekawe myśli do zapamiętania lub przemyślenia z podcastu, książki lub artykułu, które przeczytałem. Trafia tam wszystko, co wydaje mi się istotne. Nie mam tutaj specjalnych zasad.

Co tydzień staram się robić podsumowania tygodnia. Drukuję wszystkie wpisy, przeglądam, zwracam uwagę na różne rzeczy, które wydają mi się najważniejsze i robię oddzielną notatkę na ten temat. Mam kilka sekcji, które staram się w takim podsumowaniu poruszyć, tj. co poszło dobrze/z czego jestem zadowolony; nad czym chcę popracować; ogólne przemyślenia; co zapamiętałem z ostatniego okresu/najciekawsze doświadczenia i rzeczy do zrobienia na następny tydzień czy tam inny okres czasu. Z tych podsumowań tygodniowych czy szerszych, co jakiś czas robię kolejne podsumowanie i tak pewnie skończę na całorocznym.

Korzystam z Evernote.

Co dalej?

Po dobrych 10 miesiącach żurnalowania, chyba teraz nie ma opcji, żebym miał przestać. Dobrych stron takiego pisanka jest sporo, ale dla mnie głównym plusem jest to, że mam okazję ponownie przeanalizować to jak przeżyłem dzień, tydzień, miesiąc, spojrzeć na to trochę z dystansu i chociaż chwilę się nad tym zastanowić.

Pisanie tego wszystkiego pozwala wejść na inny poziom świadomości jeśli chodzi o moje zachowania, nawyki czy przemyślenia. Zupełnie jakby dopiero napisanie tego sprawiało, że mogę się temu konkretnie przyjrzeć i przeanalizować.

Nigdy wcześniej z żadnego powodu nie wracałem do poprzedniego dnia, żeby w jakikolwiek sposób spróbować się zastanowić jak mi minął. Waliłem do przodu na autopilocie zupełnie nie wyciągając wniosków czy lekcji z przeżytego życia, a tych lekcji jest cała masa.

Moje ostatnie podsumowanie dwóch miesięcy miało 5000 słów. Jak teraz wracam do niego, to pieje z zachwytu jak wiele rzeczy zauważam, ile mam wniosków, przemyśleń i jak bardzo przydatne jest to ćwiczenie.

Nie bądź koniem

Wydaje mi się, że ze względu na nasze obowiązki i zwykłą codzienność przejeżdżamy bezrefleksyjnie dzień na autopilocie. Żyjemy jak konie z klapkami na oczach, które nie pozwalają nam obejrzeć się na boki czy za siebie. Jedziemy cały czas do przodu, nie do końca świadomi gdzie konkretnie, bez momentu refleksji czy oby na pewno to dobry kierunek, albo przez co przeszedłem przedwczoraj lub w poprzednim miesiącu.

Mam wrażenie, że nawet po niespełna roku takiego pisanka, trochę lepiej poznałem siebie. Dużo bardziej zdaję sobie sprawę z moich mocnych i słabych stron, wiem nad czym mam pracować, lepiej wiem czego chcę, mam większą świadomość po co wstaję codziennie rano i co chcę osiągnąć dzisiaj, jutro, za tydzień i za miesiąc.

Dlatego proszę, chociaż spróbuj – nie bądź koniem i pisz dziennik.

2 Comments Nie bądź koniem, pisz dziennik

  1. Sady

    Mam 26 lat, piszę dziennik od 4 klasy szkoły podstawowej. Mam kilka papierowych, część na komputerze, w każdym razie sporo tego. Po mojej śmierci jak ktoś się będzie nudził może przeanalizować całe moje życie 😛

    Reply
    1. Paweł

      Super sprawa! Ja z ciekawości wracam do tego, co nabazgrałem kilka miesięcy temu, a mając coś sprzed kilkunastu lat?

      Reply

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*