Staram się regularnie sobie przypominać, że na świecie jestem tylko krótką chwilę. Na co dzień moje życie wydaje się takie oczywiste, ale jego koniec, prędzej czy później, czeka nas wszystkich. Nikt z nas nie wie, ile tego życia nam zostało – być może 100 lat, a być może tylko kilka godzin. 

Staram się pamiętać o śmierci. O tym, że nasze życie jest limitowane. Dlatego nie warto tracić go na rzeczy nieistotne i trzeba żyć najlepiej, jak się tylko da. Nie od jutra czy jak tylko coś tam się stanie, tylko już teraz. I nie raz na jakiś czas, tylko cały czas.

Wstając rano warto wziąć pod uwagę, że to może być nasz ostatni dzień. W jaki sposób mam zamiar go spędzić – tracąc czas na pierdołach, czy dając z siebie jak najwięcej? Co po sobie zostawię, jeśli dzisiaj byłby mój ostatni dzień?

Staram się przypominać sobie, że każdy dzień trzeba wykorzystać do maksimum, dać z siebie jak najwięcej i być jak najlepszym, najbardziej obecnym, bo nigdy nie wiem czy dostanę jutro. 

Jeśli dzwoni do mnie mama, być może rozmawiam z nią po raz ostatni. W tym kontekście, czy naprawdę “muszę już kończyć”? Czy może po prostu zakładam, że jutro, pojutrze czy za tydzień, też jest dzień i wtedy z nią porozmawiam chwilę dłużej? 

Memento Mori

Jutro to jest zawsze opcja, nigdy nic pewnego, a to jak funkcjonujemy na co dzień wygląda jakby było zupełnie odwrotnie. Dlatego warto pamiętać o śmierci, bo dzięki temu przypominamy sobie, że żyjemy.

 

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*