Od moich najmłodszych lat, kiedykolwiek ktoś zaczynał rozmowę o finansach, od razu zdobywał moją pełną uwagę. Grając w piłkarskie ‚menedżery’, oprócz pozycji mojego zespołu w lidze, równie mocno interesowało mnie jego finanse i to, żeby zarobić jak najwięcej. Patrząc wstecz, nie jest więc wielkim przypadkiem, że moje wykształcenie i obecna praca, też od tej tematyki nie odbiegają.

I chyba mam sporo szczęścia. Bo tak jak ja nie muszę się specjalnie interesować budową komórki roślinnej czy poezją polską okresu międzywojennego, to koleżanko lub kolego biologu czy humanisto, finansami do pewnego stopnia powinieneś się zainteresować.

Finanse w skali mikro, czyli te nasze, osobiste, są dyscypliną, która dotyka każdego, bez wyjątku. I naprawdę uważam, że totalną porażką systemu edukacji (nie tylko naszego rodzimego) jest to, że ktoś, kto w ogóle się tym nie interesuje, wchodzi w dorosłe życie, nie mając pojęcia o co chodzi w tej całej zabawie.

Absolutnie nie winię tych ludzi – mnie nikt nie nauczył jak budować mosty i dopóki nie jestem inżynierem, który ma jakiś zbudować to brak tej wiedzy nie wpłynie na moje życie. Brak podstawowej wiedzy jak ogarniać swoje finanse już może być źródłem mniejszych lub większych problemów.

Dlatego bardzo dobrze, że powstało parę ciekawych blogów finansowych, które dotykają tematu i pokazują, że zarządzanie swoimi finansami wcale nie musi być trudne, ani nudne. Ja, raz na jakiś czas, będę dorzucał do tego swoje trzy grosze bo to lubię, coś na ten temat wiem i w praktyce nie najgorzej mi to wychodzi.

Pierwsze trzy grosze to będzie 7 zasad, które są dla mnie fundamentem tego w jaki sposób zarządzam swoimi finansami. Pewnie część z nich już znacie, ale być może znajdziecie tu też coś nowego, albo coś co pozwoli spojrzeć wam na rzeczy oczywiste z trochę innej perspektywy. Przechodząc do konkretów:

#1 Wydaję mniej niż zarabiam. Coś wydawałoby się zupełnie oczywistego, ale przy dzisiejszej dostępności do cudzych pieniędzy (czyli kredytów i pożyczek) i naszej słabości do tego, że wszystko musimy mieć już, wcale tak nie jest. Jeżeli żyjesz od wypłaty do wypłaty to trzy kolejne punkty mogą być pomocne.

#2 Kupuję wartość. To na co wydaję swoje pieniądze musi mieć dla mnie jakąś wartość. Czyli służyć mi do czegoś, albo sprawiać mi radość. Pierwsza kategoria to wszystko to z czego korzystam na co dzień – ubrania, komputer, kindle i tak dalej. Wszystkie rzeczy z tych kategorii mają określone zadania do wykonania i bardziej ich ‚potrzebuję’, niż ‚chcę je mieć’. Druga kategoria to wszystko to, co przynosi mi radość z samego faktu posiadania albo używania. Przed każdym zakupem zastanawiam się, czy dana rzecz spełnia jeden z tych dwóch warunków – jeżeli nie, to mam problem z głowy i pieniądze w kieszeni.

#3 Unikam inflacji. Tej inflacji, która dotyczy moich osobistych wydatków. To, że mam coraz więcej pieniędzy do dyspozycji nie oznacza, że muszę od zacząć więcej wydawać, mieć lepsze mieszkanie, samochód czy cokolwiek innego (jeżeli nie mam coraz więcej pieniędzy, to tym bardziej nie powinienem tego robić). Jeżeli to co mam spełnia swoją rolę, to nie widzę w tym najmniejszego sensu. Jeżeli uważasz, że podwyżka uzasadnia spełnianie swoich zachcianek, tylko dlatego, że ją dostałeś to – mówiąc zupełnie wprost – źle uważasz. Jasne, że dzisiaj żyję na trochę innym poziomie niż na studiach, ale staram się, żeby wzrost moich kosztów życia był dużo wolniejszy, niż wzrost moich dochodów.

#4 Wydaję tylko swoje pieniądze. Czyli staram się unikać długów. Głównie dlatego, że moim zdaniem, nie ma czegoś takiego, jak dobry dług. Za każdym razem, kiedy chcesz skorzystać z cudzych pieniędzy, generujesz dwa problemy za jednym zamachem. Po pierwsze, jeżeli nie jesteś w stanie kupić czegoś za gotówkę to znaczy, że cię na to nie stać. Po drugie, nikt nie pożycza pieniędzy za darmo. Kupując na kredyt, kupujesz rzeczy, na które cię tak naprawdę nie stać, a do tego drożej, niż kupiłbyś je za gotówkę. Patrząc obiektywnie, nie brzmi to logicznie, ale logika rzadko kiedy ma dużo do gadania, kiedy coś kupujemy. Oczywiście są wyjątki, kiedy korzystanie z cudzych pieniędzy jest trochę bardziej uzasadnione. Nie jest łatwo kupić dzisiaj mieszkanie bez kredytu, więc kredyt hipoteczny na własne cztery kąty (w uzasadnionych przypadkach i z głową) ma dla mnie większy sens, niż iPhone na raty.

#5 Oszczędzam. Czyli coś takiego jak punkt pierwszy, tylko poziom wyżej. W tym momencie celuję, żeby każdego miesiąca w mojej kieszeni zostawało 20% tego co zarabiam. Czasami wychodzi trochę mniej, czasami trochę więcej, ale to jest mój punkt startowy. Jeśli jeszcze tego nie robisz, zacznij oszczędzać od teraz, nawet jeżeli na początku nie będą to duże kwoty. Zbudujesz nawyk, dzięki któremu z czasem lepiej przygotujesz się na nieplanowane wydatki albo łatwiej będzie ci uniknąć kredytu. Nie kupuję większości wymówek, które prowadzą do nie-oszczędzania. Moim zdaniem każdy jest w stanie oszczędzać, z tym że wymaga to trochę (czasami więcej, czasami mniej) pracy nad sobą.

#6 Inwestuję. Dużą część tego co oszczędzam, przeznaczam na inwestycję. Mam swoje długoterminowe plany i doskonale zdaję sobie sprawę, że samo oszczędzanie niewiele mi da, jeżeli zostawię uzbierany kapitał inflacji na pożarcie i nie oddeleguje go do dalszej pracy. Nie znam twoich planów, ale znam przynajmniej jeden dobry powód, dla którego powinieneś zacząć inwestować – emerytura. Jeżeli uważasz, że emeryturę to dostaniesz z ZUSu i nie masz zamiaru się tym zajmować, nie mam zamiaru cię przekonywać – przed emeryturą wybierz się jednak na kilka obozów przetrwania dla praktyki, bo mniej więcej tak będzie wyglądało twoje życie na emeryturze z ZUSu.

#7 Planuję i monitoruję. Przed rozpoczęciem każdego miesiąca planuje ile wydam i ile zaoszczędzę (używam do tego prostego arkusza kalkulacyjnego). W trakcie miesiąca monitoruję wydatki, w razie potrzeby koryguję plan lotu, a na koniec weryfikuję jak mi poszło i aktualizuję inny arkusz, gdzie mam podsumowane ile mam i gdzie to jest.

I to tyle. W oparciu o te kilka punktów ogarniam sobie swoje finansowe tematy i sprawdza się to całkiem nieźle – raczej daleko mi do bankructwa, nie mam długów i mam sporo satysfakcji z tego jak to wszystko wygląda (chociaż wiadomo, zawsze mogłoby być trochę lepiej). Jeśli nie za bardzo wiesz w jaki sposób masz zarządzać swoimi finansami albo gdzie masz zacząć, te kilka punktów powyżej powinno być dobrym punktem startowym. Na pewno nie zaszkodzą, a jest duże ryzyko, że nawet pomogą.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*