Chyba nie da się nie odczuć przedwyborczego szału. Każdy obóz polityczny przekonuje do swojej jedynej i słusznej wizji, jednocześnie ostrzegając przed końcem świata, jeżeli wybór miałby paść na kogoś innego. Pojawiają się nowe taśmy i oskarżenia, a banery z facjatami kandydatów niedługo zajmą każdy wolny skrawek naszych ogrodzeń.

Wyborcza jesień w najlepszym wydaniu.

To ja też o wyborach, ale z trochę innej perspektywy

Nie jest moim celem przekonywać kogokolwiek do głosowania na tego czy tamtego. Ja ze swojej strony chciałbym tylko podzielić się kilkoma propozycjami do tego jak można podejść do przyszłotygodniowych wyborów.

Bo to, że w ogóle należy do nich podejść jest dla mnie czymś oczywistym.

Żyjemy dzisiaj w spolaryzowanym społeczeństwie, gdzie duża polityka oczekuje od nas bezwzględnego opowiedzenia się za jedną ze stron. Samo to jest głupie bo pokazuje, że politycy traktują nas jak stado baranów, które przepędzi się albo na jedną albo na drugą stronę ogrodzenia. Nie ma niczego pośrodku, a jak już się opowiesz za jedną ze stron to znaczy, że podpisujesz się pod wszystkim co sobą reprezentują.

Każdy ma prawo do swoich własnych poglądów

W tym dziwnym świecie kilku politycznych plemion wszyscy zdają się zapominać, że każdy z nas jest inny i każdy ma swoje poglądy na różne sprawy. I nie ma nas dwóch, trzech czy pięciu rodzajów, ale nieporównywalnie więcej. 

Nasze poglądy to pochodna naszych doświadczeń, tego gdzie żyjemy, jak żyjemy, co jest dla nas ważne, a co może mniej istotne. Tutaj nie ma czegoś co jest lepsze albo gorsze – każdy ma prawo żyć po swojemu i mieć swoje własne poglądy. To oczywiście działa tak długo, jak długo nie narzucamy innym ludziom swoich poglądów, jako jedynych słusznych. Wtedy właśnie zaczyna się wojna plemion, których zadaniem jest wojna z innowiercami.

W związku z tym, że się różnimy, nie możemy racjonalnie oczekiwać, że wszyscy będą głosować na tych samych ludzi. Zaryzykuję stwierdzenie, że jeśli by tak było, to wtedy, jako społeczeństwo, mamy problem. 

Każdy ma prawo do swoich własnych priorytetów

Także nawet jeśli jesteś doktorem ekonomii i uważasz, że ta lub inna propozycja którejś z partii politycznych jest zła, to pamiętaj, że po drugiej stronie może stać doktor medycyny, który z ekonomią ma niewiele wspólnego. Dla niego tematy związane ze służbą zdrowia będą bardziej istotne od wszystkich innych. Z jeszcze innej strony, możesz spotkać nauczycielkę, dla której najważniejsze będą propozycje związane z edukacją.

To jest jedna strona medalu. 

Nie jest przecież tak, że każdy doktor ekonomii dokona tego samego wyboru politycznego. Podobnie nie będzie w przypadku doktora medycyny czy nauczycielki. Oprócz tego, że każdy ma swoje priorytety to inną sprawą jest to, że każdy może mieć inne zdanie na temat tego co będzie lepszym rozwiązaniem.

Zacznijmy testować naszą klasę polityczną

Dlatego moim zdaniem, niezależnie od tego, jakie są Twoje priorytety, jakość naszej demokracji, a być może kiedyś również naszej klasy politycznej, będzie tym wyższa, im szybciej zbudujemy nawyk krytycznego myślenia wobec wszystkich polityków.

Wydaje mi się, że dzisiaj to trochę wygląda tak, że polityk coś obieca i jego plemię z automatu uważa ten pomysł za najlepszy. Jeżeli pojawia się jakaś krytyka, to tylko ze strony drugiego plemienia i wtedy to pierwsze plemię szuka argumentów, żeby pokonać to drugie.

Bronimy polityków, a nie rozwiązań, które są dla nas najlepsze. 

Być może najlepszym rozwiązaniem byłoby takie, które składa się po części z propozycji obozu pierwszego i drugiego, ale politycy nigdy sami z siebie tego nie zaproponują. Trzeba im “pomóc”.  

Dlatego też, zanim zaczniesz wspierać swoich wybrańców i ruszysz na krucjatę z innowiercami zrób proste ćwiczenie.

Zacznijmy testować siebie i swoje wybory

Zabaw się w adwokata diabła, usiądź przed komputerem i weź na warsztat którąś propozycję swoich ulubieńców. Teraz wyobraź sobie, że jesteś z drugiego plemienia i masz znaleźć argumenty, które udowodnią, że ta propozycja jest do niczego. 

Ze względu na to jak działa nasz mózg (mam tutaj na myśli tak zwany efekt potwierdzenia, czyli tendencję do preferowania informacji, które potwierdzają wcześniejsze oczekiwania i hipotezy, niezależnie od tego, czy są prawdziwe) zapewne nie znajdziesz czegoś co totalnie zmieni Twój światopogląd.

I nie o to tutaj chodzi. Chodzi bardziej o to, żebyś nabrał trochę więcej obiektywizmu i chociaż podjął próbę spojrzenia na świat z tej innej strony. Patrząc na dwa radykalnie inne punkty widzenia, łatwiej będzie Ci dojść do wniosków, co Twoim zdaniem jest najlepszym rozwiązaniem. Być może pozostaniesz przy swoim pierwotnym wyborze, a może się tak zdarzyć, że uznasz, że pewne elementy tego pierwotnego wyboru mogłyby być trochę inne.

Po tym ćwiczeniu będziesz też miał trochę więcej pewności i świadomości co do Twojego wyboru. W mniejszym stopniu uczestniczysz wtedy w wojnie plemion, a w większym stopniu oddajesz świadomie za pewnymi rozwiązaniami, mając w głowie, że przynajmniej w jakimś stopniu zweryfikowałeś, że nie jesteś baranem zaganianym przez wilka z telewizora. 

Nie piszę tego artykułu dla konkretnego plemienia. Powyższy punkt tyczy się wszystkich nas, którzy pójdą do wyborów. Każdy obóz funkcjonuje w taki sposób, żeby sprzedać swoje rozwiązania czyli sprawić, że wyglądają lepiej niż w rzeczywistości. Dziwnym trafem, nikt z polityków nie wspomina o żadnych negatywnych konsekwencjach tego czy tamtego rozwiązania, a dobrze wiemy, że każde rozwiązanie ma swoje słabości. 

Naszym obowiązkiem wrzucając kartkę do urny jest być świadomym tego, co wybieramy i jakie są tego konsekwencje.

Większość z nas ma dobre intencje

Na koniec bardzo ważny apel do wszystkich. Pamiętajmy, że niezależnie od poglądów czy politycznych wyborów, większość z nas chce wybrać dobrze. Mało kto idąc głosować chce źle dla swojego własnego kraju. Po obu stronach sporu politycznego są rodziny z dziećmi, single ludzie starsi i młodsi, lepiej i gorzej zarabiający, wierzący i niewierzący i tak dalej.

Różnimy się ale wszyscy chcemy, żeby było lepiej. 

Czasem jest faktycznie tak, że ludzie opowiadają się za jakimś rozwiązaniem nie zdając sobie sprawy z długoterminowych skutków, albo w jaki sposób może to wpłynąć na innych ludzi. Ale nie robią tego w złej wierze, a wręcz przeciwnie. Jest też niewielka grupa po obu stronach, która nie znosi faktu, że ktoś może mieć inne poglądy. Wydaje się, że ich jest bardzo dużo, ale oni tylko najgłośniej szczekają.

Ja mam wśród swoich znajomych i rodziny ludzi o różnych poglądach. Większość z nas potrafi dyskutować o polityce, o takich czy innych rozwiązaniach, bez personalnych ataków, z szacunkiem do siebie nawzajem. Są oczywiście przypadki, które nie rozumieją w jaki sposób można mieć inne zdanie na jakiś temat, ale to mniejszość i z takimi tych tematów po prostu nie poruszam.

Nie dajmy się wpędzić w ten dziki trend określania siebie nawzajem wrogami, zdrajcami, wieśniakami, leniami czy patusami. Wszyscy chcemy jak najlepiej, tylko mamy różne wizje tego którędy mamy tam dojechać. 

Myślę, że jeśli my, normalni ludzie, przestalibyśmy się traktować jak wrogów albo idiotów, to i politycy przestaną siebie i nas tak traktować.

Czego Wam i sobie życzę w tę ostatnią przedwyborczą niedzielę.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*