„Już tylko 7 lat do emerytury. Nie mogę sie doczekać.”

„Jeśli ktoś dałby mi wybór, to już jutro byłbym na emeryturze.”

To są faktyczne wypowiedzi, które usłyszałem w przeciągu ostatnich kilku miesięcy, od dobrze znanych mi osób. Moim zdaniem pokazują one pewien problem.

Tak wiele ludzi czeka na emeryturę zupełnie jakby było to zakończenie okresu jakiegoś strasznego cierpienia czy niepojętych wyrzeczeń. Jeśli tak faktycznie wygląda czyjasz perspektywa to, moim zdaniem, coś poszło ostro nie tak

Oznacza to, że przez kilkadziesiąt lat naszego życia robimy coś, czego nie lubimy, albo nie chcemy robić, żeby móc przestać to robić po przejściu na emeryturę.

Czy tylko dla mnie ta logika jest totalnie pokręcona?

To może być kwestia jakiegoś wielopokoleniowego programowania naszej codzienności i zupełnej nieświadomości w jaki sposób tak naprawdę idziemy przez życie. Ale przecież patrząc z boku chyba każdy się zgodzi, że koncepcja emerytury, jako czasu, w którym „wreszcie zaczynamy korzystać z życia” jest postawiona na głowie.

To być może będzie szokujące ale jeśli czegoś nie lubimy, albo nie chcemy czegoś robic przez dłuższy okres czasu, to dlaczego nie przestać tego robić od razu? Skoro nam coś nie pasuje, po co czekać kilkadziesiąt lat?

Co więcej, dlaczego nie znaleźć czegoś czym mniej lub bardziej chętnie będziemy się zajmować po tym jak już dojedziemy do wieku emerytalnego?

Nie kwestionuje tego, że zdarzają się trudne sytuacje, w których musimy robić coś nie do końca z własnego wyboru, żeby utrzymać siebie lub rodzinę i wiele innych, życiowych komplikacji. Przez to nie ma mowy o wymysłach w stylu myśl pozyzytwnie i rozwiązanie samo się pojawi albo rzuć pracę i zarabiaj na swojej pasji.

Ponadto, to byłoby popadanie w niezdrową skrajność, chociaż dla mnie przytoczone na początku cytaty to też skrajność, tylko z tej drugiej strony.

Totalnie nie mogę zrozumieć zupełnej rezygnacji z jakichkolwiek prób znalezienia innej drogi. Czy nie na tym też w pewnym sensie polega życie i cały jego urok? Próbowaniu, ryzykowaniu, popełnianiu błędów, ponoszenia porażek, osiągania sukcesów i tak dalej.

Emerytura nie będzie dla mnie dniem odcięcia wtyczki

Ja, na przykład, nie wyczekuję wieku emerytalnego jak jakiegoś dnia zbawienia. Czy będę czy nie będę w jakiś tam sposób niezależny finansowo w momencie, kiedy osiągnę ten wiek, moim celem jest robić to co robiłem do tej pory. Tak ułożyć swoje życie, żeby emerytura nie oznaczała nagłej zmiany stylu życia albo spadku mojej aktywności, bo to akurat w mojej ocenie ma więcej minusów, niż plusów.

Być może nie będę robił tego samego na pełnych obrotach, być może w innej formie, być może w ogóle zmienię po drodze to czym się zajmuję. Tego nie wiem i nie jestem w stanie tego przewidzieć. Niemniej wyłączając przypadki losowe, które mogą dotknąć każdego i w różnej formie mam zamiar być aktywnym dopóki tylko będę w stanie.

Żeby była jasność, nie mam do dyspozycji firmy po rodzicach, ani spadku po krewnych. Jestem korporacyjnym wyrobnikiem jak wielu z Was. Niemniej, lubię to czym się zajmuję. Tak po prostu lubię i absolutnie nie mam na myśli, że moja praca to moja pasja albo, że tam kocham to co robię.

Nie zawsze jest łatwo, wciąż muszę robić to co ktoś mi każe i nie wszystko robię z przyjemnością. Ale od 10 lat steruję swoją karierą tak, żeby tego co lubię było jak najwięcej, żeby było jak najciekawiej i żeby mieć z tego jak największą satysfakcję. To sterowanie czasami polegało na podejmowaniu trudnych i ryzykownych decyzji, czasami na mówieniu tego co się myśli i stawianiu na swoim czy, bardzo często, popełnianiu błędów.

Oprócz tego, próbuję najróżniejszych rzeczy. Inwestuję, czytam, piszę i planuję co by tu jeszcze ciekawego podziałać. Robię to po to, żeby znaleźć inne rzeczy, które mogą mnie zainteresować, które dają mi jakiś cel i mają dla mnie mniejszy lub większy sens.

No to może w ten sposób?

Myślę sobie tak – czemu nie zbudować swojej codzienności wokół rzeczy, które chcemy robić, dopóki mamy szczęscie je robić?

Dla mnie robienie tego w odwrotny sposób i czekanie na emeryturę jak na moment uwolnienia, to tak jak założenie zbyt ciasnych butów, tylko po to, żeby odetchnąć z ulgą jak już się je zdjęło.

Być może coś do przemyślenia, żeby nikt z nas nie obudził się pierwszego dnia emerytury, że to właśnie te wszystkie lata oczekiwania na ten moment okazały się tymi, które należało wycisnąć na maksa.

 

Jeśli lubisz to co tutaj czytasz, może zapiszesz się do mojego newslettera?

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*