Jestem z natury bardzo leniwy i szybko się poddaję. Bardzo ciężko jest mi się zabrać za zadania dłuższe niż napisanie maila, a prawdziwy problem i większość porażek pojawia się, kiedy mam zrobić coś, co dodatkowo charakteryzuje się niepewnością co do tego jak ma wyglądać efekt końcowy, czy uda się to wykonać lub czy osiągnę oczekiwany rezultat. 

W rezultacie moje życie to ciągła walka z moją naturą upraszającą się o wszystko co pewne, łatwe, szybkie i przyjemne, która uaktywnia się jak tylko przychodzi moment zrobienia czegoś, co nie spełnia wspomnianych wcześniej przesłanek.

Nie dość, że staram się wtedy odkładać to co mam do zrobienia na kiedy indziej, to w momencie zasiadania do pracy, w ogóle poddaje w wątpliwość, że robienie tego ma sens (czasami faktycznie tak jest, ale za każdym razem to już delikatna przesada). W efekcie planuję i rozpoczynam dużo rzeczy, z których niewiele ma szansę wyjść z jakiegokolwiek początkowego etapu.

Staram się z tym walczyć i pomimo tego, że upadam pewnie grubo powyżej średniej, to tak czy inaczej zakładam, że nie jestem z tym sam i dlatego chcę podzielić się z tym co mi pomaga i jaką perspektywę staram się instalować, żeby raz na jakiś czas się nie dać.

Niezależnie od tego, co mam do zrobienia, jeżeli coś ma mi zająć dłużej niż 30-60 minut, nie ma takiej opcji, żebym ruszył dalej dopóki nie rozbiję tego na mniejsze elementy. Im mniejsze i bardziej konkretne, tym lepiej.

Mam taką irracjonalną przypadłość, że coś za co się zabieram powinno od razu wyglądać idealnie, najlepiej pomijając element ciężkiej pracy i niepewności czy w ogóle uda mi się osiągnąć zamierzony cel. Pisanie artykułu to powinno być formułowanie od razu idealnych zdań i paragrafów, a blog powinien sam się skonfigurować i po kilku dniach i trzech artykułach mieć setki tysięcy czytelników. 

Rozbijanie wszystkiego na części pierwsze pomaga mi nie myśleć o tym wszystkim, tylko skupić się na tym jednym małym zadaniu, które akurat mam przed sobą. Jest to tym bardziej pomocne jeżeli zajmuję się czymś, co do czego nie wiem jaki będzie końcowy rezultat.

Jak już mam to jedno konkretne zadanie do strawienia, staram się nie myśleć o stu kolejnych, bo to potrafi mnie zdemotywować i zanim się obejrzę już mam telefon w ręku albo odwiedzam trzynasty raz tę samą stronę internetową. Cała moja uwaga powinna się skupić na tym jednym zadaniu i na teraźniejszym momencie. Tylko i wyłącznie.

Jak je wykonam, przechodzę do kolejnego i znowu, skupiam się tylko na nim, nie martwiąc się o to wszystko, co mam jeszcze do zrobienia. I tak dalej, i tak dalej.

Wydaje mi się, że jest to ogólnie rzecz biorąc bardzo trudne, bo większość z nas ma chyba taką tendencję do porównywania naszej pracy w toku, do końcowych rezultatów kogoś innego. Na przykład, zaczynamy przygodę z siłownią i po miesiącu porównujemy nasze rezultaty z kimś, kto trenuje od kilku lat. Łatwo wtedy zrezygnować widząc tę różnicę, ale zupełnie pomijamy fakt, że ten ktoś pojawił się na treningu 400 razy, a my dopiero 7. 

Dlatego tak ważne są małe kroki, stawiane bardzo konsekwentnie – tylko w ten sposób zrobimy różnicę.

Mam podobne podejście do walki z nawykami, których chce się pozbyć. Nie zaczynam od myślenia jaka ta zmiana będzie ciężka i ile wytrzymam. To znaczy, dzisiaj już tak nie robię – kiedyś próbowałem, ale dochodziłem do wniosku, że faktycznie będzie ciężka, i przesuwałem walkę na jutro. Codziennie.

Chlubnym wyjątkiem było moje rzucanie palenia, ale tutaj zagrały inne czynniki.

Teraz staram skupiać się tylko na dzisiaj. Jeśli chcę przestać marnować czas na oglądaniu kompilacji wypadków (pozdrawiam), to nie martwię się co będzie kiedyś tam – ważne jest to zrobię albo nie zrobię dzisiaj. Jak z rozpędu wezmę telefon i już coś odpaliłem, nie ma że trudno i zacznę jeszcze raz jutro – odkładam i nie oglądam. Teraz, nie jutro. 

W tym roku w ten właśnie sposób udało mi się przestać obgryzać paznokcie z czym walczyła cała moja rodzina i różne paluszki gorzkie płyny od prawie 30 lat. Wystarczyło, żebym po prostu przestał obgryzać paznokcie dzisiaj. Nie myślałem o tym ile dni uda mi się wytrzymać bez obgryzania i tak mijał dzień za dniem. W chwili obecnej ten głupi nawyk na tyle osłabł, że w zasadzie nie mam już z tym prawie żadnych problemów.

To wszystko jest proste, ale zdecydowanie nie jest łatwe, niemniej jeśli jesteś podobnie zaprogramowany jak ja, może warto spróbować?

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*