Co za pech. Że zawsze tak jest, że bardzo chcę to czego nie mam, a nie to co akurat mam.

Wyszedł nowy iPad. Muszę go mieć bo tylko wtedy napisanie jednego artykułu będzie zajmowało tylko chwilę. Albo weźmy nieruchomości, gdybym tylko kupił to mieszanie na które ledwo mnie stać to już wszystko inne pójdzie z górki. To przecież jasne, że na teraz to mieszkanie jest kluczem do rozwiązania moich wszystkich życiowych problemów.

Rok temu to był samochód. Ale już go mam więc już za bardzo o nim nie myślę. Niby miały być wypady na weekend, co weekend i milion innych pomysłów. Co prawda do tej porty nie byłem nigdzie na weekend, ale mam czym wozić dupsko więc nie jest źle. Miało być zdecydowanie lepiej, a skoro już je mam to czuję, że aż tak strasznie koniecznie już go nie potrzebuję. Z tym iPadem albo mieszkaniem to co innego – muszę je mieć.

Co innego dopóki ich nie kupie. Zakładam że jak już będę je miał, przestanę o nich myśleć i będę myślał, że coś innego czego nie mam zbawi mój świat jak tylko to zdobędę.

To taki standard u mnie, jak u ciebie?

Za każdym razem kiedy czegoś nie mam, a chcę, to im dłużej o tym myślę, tym bardziej sam siebie przekonuję, że to coś (lub ktoś) zmieni moje życie i rozwiąże większość moich problemów. I o jaka wielka niespodzianka, z niemal stuprocentową skutecznością, kilka dni, lub tygodni w najlepszym wypadku, po zakupie okazuje się, że tak nie jest.

I wtedy pojawia się coś nowego, jakiś nowy, znowu niezbędny klucz do rozwiązania jakiegoś mojego problemu. Dajmy na to, buty do biegania mam już lata, a te nowe zajebiste adidasy za siedem stów objawiają się jako rozwiązanie idealne. I nagle bez tych nowych adików moje nogi nie wiedzą w jakiej kolejności mają człapać jedna za drugą. I znowu to samo, i tak w kółko.

Nic nie jest tak ważne, jak ci się wydaje, kiedy o tym myślisz.

– „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”, Daniel Kahneman

Jak czegoś chcemy to o tym myślimy. Jak o czymś myślimy to przywiązujemy do tego większą wagę niż powinniśmy. Weźmy to moje mieszkanie. Myślę o nim i wyobrażam sobie, jak mam swój kącik do czytania, albo gabinet z biureczkiem, gdzie mogę na spokojnie siąść i pisać, albo jak siadam na balkonie z kawką i coś tam sobie robię.

Bądźmy poważni.

Do kącika wystarczy dwie ściany dające dowolny kąt, fotel i lampka. Jakieś tysiąc razy tańsze niż te moje wymarzone mieszkanie. W gabinecie kluczowy jest stół i komputer – mam i to i to. Balkon też mam i nawet trzy krzesła jakbym chciał sobie po trzykroć usiąść i robić cokolwiek chcę.

Ale nie.

Tak działa nasz mózg i specjalnie na to nic nie poradzimy. Ani ja z moim wymarzonym mieszkaniem, ani ty z czym tam sobie nie wymyśliłeś. Profesjonalni ludzie z branży psychololo nazywają to błędem myślenia wyrywkowego (z angielskiego – focusing illusion). Jak chcecie mądrą literaturę na ten temat to polecam książkę Danela Kahnemana „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”. Nie macie pojęcia jak nasz mózg robi nas w bambuko non stop, właśnie wtedy kiedy nam cały czas wydaje się, że jesteśmy racjonalni.

Moją racjonalność widać na przykładzie wspomnianego mieszkania. Niech was nie zmylą te trochę bardziej racjonalne paragrafy w tym artykule bo jakich mądrych rzeczy tutaj nie zostawię to ja i tak chcę to mieszkanie!

Po co nam wiedzieć o tych pułapkach i czy możemy coś z tym zrobić?

Dla mnie osobiście jedynym celem w studiowaniu jak działa ludzki mózg jest bycie tego w pełni świadomym, co chociaż raz na jakiś czas pozwoli mi opamiętać się i pozwalać heurestykom (to takie mądre słowo na określenie, kiedy nam się tylko wydaje, że mamy racje albo działamy sensownie, a rzeczywistość jest zupełnie inna) dyktować co i kiedy mam kupować.

Moja koncepcja nie polega na uniknięciu uczucia pożądania tego czegoś. To akurat jest nieuniknione i budżety mądrych głów w korporacjach, które chcą nam coś sprzedaż, ani ta gąbka w naszej głowie, nawet deko nam w tym nie pomogą. Walka polega na tym, że czujesz to pożądanie ale w przebłyskach świadomości dobrze wiesz jak kończy się każda taka historia i starasz się coś z tym zrobić.

Żeby czasem wygrać, możesz spróbować opracować jakiś system, w oparciu o który będziesz starał się racjonalizować swoje podejście do potencjalnych aktów zakupowych (lub innych aktów), żeby ocenić czy wchodzenie w coś ma chociaż w połowie tyle sensu ile ci się wydaje. Na przykład, weź kartkę i długopis i napisz dlaczego chcesz coś kupić albo mieć. Pisanko jest fantastycznym narzędziem na takie przypadki, bo nie dasz rady napaść czegoś językiem emocji. Napisanie czegoś musisz jakoś ustrukturyzować, innymi słowy nałożyć na to chociaż malutki płaszczyk logiki.

Może pomoże. Spróbuj następnym razem i daj znać czy cokolwiek poszło albo podrzuć własny pomysł jak sobie z tym radzić.

Ten cały problem z naszym myśleniem o czymś nie działa tylko w przypadku decyzji kiedy czegoś chcemy , ale jest też solidnym powstrzymywaczem przed robieniem przez nas czegoś, co może akurat wyjść nam na dobre. Trudna rozmowa z szefem, odpalenie własnego biznesu, spróbowanie czegoś, co niesie za sobą ryzyko porażki ale możliwy jest też duża korzyść. Nie lubimy tego robić bo co do zasady wyobrażamy sobie jak najtragiczniejsze rezultaty, a zazwyczaj okazuje się, że nie było czego się bać.

Ale intensywne myślenie o tym, co może pójść nie tak powoduje, że przywiązujemy do tego co może pójść nie tak zbyt dużą wagę. W rezultacie mamy paraliż, bezczynność i ostatecznie zajmujemy się jakimiś pierdołami i usprawiedliwiamy siebie przed samymi sobą dlaczego czegoś nie wzięliśmy byka za rogi.

Także warto zdawać sobie sprawę, że to czego bardzo chcemy, to tak naprawdę, aż tak bardzo tego nie chcemy, a jeśli chodzi o to czego się boimy albo nie chcemy, to zazwyczaj nie ma czego się bać. Bo nic nie jest aż tak dobre, ani aż tak złe, jak może się nam wydawać.

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*